W tym numerze m.in. omawiamy ostatni werdykt NSA, który uznał, że „miękkie” hybrydy mogą być opodatkowane niższą stawką akcyzy (str. 7). Przypomnijmy, że za sprowadzane auta spalinowe trzeba zapłacić podatek w wysokości 3,1% lub 18,6% wartości pojazdu, natomiast elektryki są zwolnione z podatku akcyzowego. Wydaje mi się, że takie preferowanie napędu elektrycznego trudno uznać za społecznie sprawiedliwe, choć z pewnością ma na celu promocję ekologicznego transportu. Dlaczego? Na początek nieco historii. Do 1997 r. właściciele wszystkich pojazdów płacili podatek od środków transportowych (sam go płaciłem w urzędzie dzielnicowym). Całe zyski trafiały na konto danej gminy lub miasta z przeznaczeniem na remonty dróg. Podatek ten był krytykowany, ponieważ faworyzował niewielkie silniki, a ponadto użytkownicy mało jeżdżący i mało niszczący drogi płacili tyle samo, co zaliczający duże przebiegi. Ustawa z 1997 r. zlikwidowała podatek drogowy dla osobówek, przekształcając go w zwiększoną akcyzę od paliw. Rozwiązanie uznano za sprawiedliwsze, tym bardziej, że objęło również pojazdy zagraniczne wjeżdżające do Polski. Skutkiem podniesienia akcyzy stał się jednak wzrost ceny paliw, co odczuwamy do dziś. Cały czas kupując paliwo finansujemy w sposób pośredni remonty dróg. Ale nie wszyscy! NIE płacą jej właściciele elektryków. Tymczasem to samochody elektryczne jako cięższe od spalinowych bardziej i szybciej niszczą drogi. Przy tym budżet traci wpływy, które generowałoby sprzedane paliwo. Coś tu jest nie tak. Nie w każdym kraju się na to godzą. Brytyjczycy właśnie uchwalili podatek drogowy dla elektryków i to liczony od kilometra. Co ciekawe, podatek będzie naliczany podczas badania technicznego, kiedy odczytywany jest stan licznika. Jeszcze nie wiadomo, czy i kiedy taki podatek wejdzie do UE.
Gorąco witam w nowym roku i zapraszam do lektury numeru
Krzysztof Trzeciak


