Cała procedura badania technicznego została stworzona w latach, gdy na drogach poruszały się wyłącznie auta z silnikami spalinowymi. Dzisiaj ma to swoje następstwa i mam tu na myśli nowy rodzaj napędu: silniki elektryczne zasilane z baterii. Obecnie procedura badania samochodów elektrycznych, które coraz częściej zaczynają pojawiać się w SKP, jest zasadniczo identyczna jak dla pojazdów spalinowych. A przecież w elektrykach nie bada się już np. emisji spalin i nie sprawdza wycieków oleju. Z kolei określone elementy wymagające sprawdzenia w elektrykach nie są automatycznie dodawane do zakresu badania. W rezultacie pojazdy elektryczne są kontrolowane mniej dokładnie niż spalinowe. Ten problem zauważyły już organizacje przeprowadzające badania w Niemczech, które krytykują obecny zakres kontroli elektryków, argumentując, że jest on zbyt ukierunkowany na pojazdy z silnikami spalinowymi. Domagają się bardziej szczegółowego sprawdzania komponentów wysokiego napięcia i baterii, ponieważ obecnie możliwe są jedynie oceny wizualne. A przy nich nie można demontować paneli i osłon, aby np. sprawdzić, czy nie ma przetarć izolacji przewodów, i wiele rzeczy pozostaje niewykrytych. Dlatego niemieccy eksperci proponują wprowadzenie obowiązku sprawdzania m.in.: rezystancji w instalacji HV (opis pomiaru na str. 14), stanu kabla ładowania, dźwiękowego systemu ostrzegania pieszych i stanu baterii (wskaźnika SoH). Ten ostatni punkt (SoH) może szybko stać się obowiązkowy: Komisja Europejska uwzględniła wymogi dotyczące baterii HV w projekcie nowej normy emisji spalin Euro 7. Baterie w elektrykach powinny zachować co najmniej 80% pierwotnej pojemności po 5 latach lub 100 000 km. W późniejszym okresie użytkowania wymagania te są łagodniejsze. Jeśli norma Euro 7 zostanie przyjęta z tymi wymogami, to zgodność z nią będzie musiała być sprawdzana w ramach badań technicznych.
Zapraszam do lektury numeru
Krzysztof Trzeciak


