W kwietniu miały miejsce dwie imprezy targowe: Targi Techniki Motoryzacyjnej oraz Poznań Motor Show. Na obu pokazywano i dużo mówiono o coraz większej obecności chińskich marek oraz o przyszłości motoryzacji w kontekście rosnącego udziału pojazdów elektrycznych. Szczególnie ciekawy przebieg miało Forum Motoryzacji (krótka relacja obok). Wśród głównych tematów znalazły się m.in. rozwój elektromobilności i pytanie o jej rzeczywistą skalę i zagrożenia dla całego aftermarketu. A nierozwiązanych problemów zamiast ubywać – przybywa. Ostatnio pojawiła często niezauważana kwestia niebezpieczeństwa związanego z elektrykami. W czym model elektryczny miałby być bardziej niebezpieczny niż jego spalinowy odpowiednik? Otóż chodzi o zdolność przyspieszania silników elektrycznych. Szwedzki dziennikarz Maths Nilsson ostro skrytykował to zjawisko, stwierdzając, że: „Samochody elektryczne posunęły się za daleko. Kiedy elektryczne auto rodzinne o masie 2,6 t może osiągnąć setkę w 2,5 s, przekroczono wszelkie granice. Czas położyć kres temu szaleństwu, które straciło wszelki sens i logikę”. W przeciwieństwie do silników spalinowych, elektryczne nie zapewniają płynnego przyspieszenia, lecz gwałtowne. Jedno naciśnięcie pedału daje moc, która może zaskoczyć niejednego kierowcę. Nadwyżka mocy jest niebezpieczna, zwłaszcza w środowisku miejskim, ponieważ wymaga innego stylu jazdy. Raptownie włączający się do ruchu – a zdolność przyspieszania pozwala to zrobić w ostatniej chwili – 2,5-tonowy SUV staje się pociskiem i ryzyko poważnych obrażeń w razie wypadku jest większe, zwłaszcza dla lżejszych użytkowników, takich jak piesi, rowerzyści, a nawet małe samochody. Według Mathsa Nilssona producenci pojazdów elektrycznych muszą jak najszybciej zaprzestać tego wyścigu o osiągi. Tematów do dyskusji nad elektromobilnością przybywa i na pewno nie zabraknie ich podczas majowej XX Konferencji PISKP w Zakopanem, odbywającej się pod hasłem „Jakość badań – nasze wspólne wyzwanie”, na którą serdecznie zapraszam
Krzysztof Trzeciak


